|
BRUNO SCHULZ |
BRUNO ŠULC |
|
WICHURA |
BURA |
|
Tej długiej i pustej zimy obrodziła ciemność w naszym
mieście ogromnym, stokrotnym urodzajem. Zbyt długo snadź nie sprzątano na
strychach i w rupieciarniach, stłaczano garnki na garnkach i flaszki na
flaszkach, pozwalano narastać bez końca pustym bateriom butelek. |
Te duge i prazne zime tama je u našem gradu rodila
ogromnim, stostrukim rodom. Očevidno i suviše dugo nije čišćeno na tavanima i
u ostavama stareži, gomilani su lonci na loncima i tegle na teglama,
dozvoljavano je da bez kraja rastu prazne baterije boca. |
|
Tam, w tych spalonych, wielobelkowych lasach
strychów i dachów ciemność zaczęła się wyradzać i dziko fermentować. Tam
zaczęły się te czarne sejmy garnków, te wiecowania gadatliwe i puste, te
bełkotliwe flaszkowania, bulgoty butli i baniek. Aż pewnej nocy wezbrały pod
gontowymi przestworami falangi garnków i flaszek i popłynęły wielkim
stłoczonym ludem na miasto. |
Tamo, u tim spoljnim, mnogogrednim šumama tavanica i
krovova mrak je počeo da se izrođava i divlje previre. Tamo su počeli ti crni
sajmovi lonaca, ta brbljiva i prazna zborisanja, ta mucava zveckanja boca,
klokotanja balona i tegli, dok jedne noći falange lonaca i boca nisu narasle
pod prostranstvima pokrivenim šindrom i potekle na grad kao veliki zbijeni
narod. |
|
Strychy, wystrychnięte ze strychów,
rozprzestrzeniały się jedne z drugich i wystrzelały czarnymi szpalerami, a
przez przestronne ich echa przebiegały kawalkady tramów i belek, lansady
drewnianych kozłów, klękających na jodłowe kolana, ażeby wypadłszy na
wolność, napełnić przestwory nocy galopem krokwi i zgiełkiem płatwi i bantów. |
Tavani, izbačeni iz tavana, širili su se jedan iz drugog i izbijali u crnim
špalirima, a preko njihovih prostranih odjeka pretrčavale su kavalkade greda
i balvana, lansade drvenih jaraca, koji su se spuštali na jelova kolena da bi
izašavši na slobodu napunili noćna prostranstva galopom slemena i larmom
rogova i pošava. |
|
Wtedy to wylały się te czarne rzeki, wędrówki
beczek i konwi, i płynęły przez noce. Czarne ich, połyskliwe, gwarne
zbiegowiska oblegały miasto. Nocami mrowił się ten ciemny zgiełk naczyń i
napierał jak armie rozgadanych ryb, niepowstrzymany najazd pyskujących
skopców i bredzących cebrów. |
Tada su se izlile te crne reke, putovanja buradi i
vrčeva, i tekle kroz noć. Njihove crne, svetlucave,
hučne gomile opsedale su grad. Po noćima je vrveo taj taman žagor posuđa i
navaljivao kao armije razbrbljanih riba, nezadrživa najezda larmadžija
muzlica i buncavih čabrica. |
|
Dudniąc dnami, piętrzyły się wiadra, beczki i
konwie, dyndały się gliniane stągwie zdunów, stare kapeluchy i cylindry
dandysów gramoliły się jedne na drugie, rosnąc w niebo kolumnami, które się
rozpadały. |
Tutnjeći danima, uzdizala su se vedra, bačve i vrčevi,
njihale su se glinene kace grnčara, stari šeširi i cilindri dendija su se pentrali
jedni na druge, izdižući se u nebo stubovima koji su se raspadali. |
|
I wszystkie kołatały niezgrabnie kołkami
drewnianych języków, mełły nieudolnie w drewnianych gębach bełkot klątw i obelg,
bluźniąc błotem na całej przestrzeni nocy. Aż dobluźniły się, doklęły swego. |
I svi su nezgrapno lupali kocima drvenih jezika,
nevešto mleli u drvenim usnama mucanje psovki i uvreda, huleći blatom preko
cele noći, dok nisu dohulili i dopsovali svoje. |
|
Przywołane rechotem naczyń, rozplotkowanym od
brzegu do brzegu, nadeszły wreszcie karawany, nadciągnęły potężne tabory
wichru i stanęły nad nocą. Ogromne obozowisko, czarny ruchomy amfiteatr
zstępować zaczął w potężnych kręgach ku miastu. I wybuchła ciemność ogromną
wzburzoną wichurą i szalała przez trzy dni i trzy noce... |
Primamljeni zvekom posuđa, koje je spletkarilo od ivice
do ivice, najzad su išli karavani, stigli moćni tabori vetra i stali iznad
noći. Ogromni logor, crni pokretni amfiteatar, počeo je da silazi u moćnim
krugovima ka gradu. I mrak je eksplodirao ogromnom uzvitlanom burom koja je
besnela tri dana i tri noći... |
|
* *
* |
* * * |
|
– Nie pójdziesz dziś do szkoły rzekła rano matka – jest
straszna wichura na dworze. W pokoju unosił się delikatny welon dymu,
pachnący żywicą. Piec wył i gwizdał, jak gdyby uwiązana w nim była cała sfora
psów czy demonów. Wielki bohomaz, wymalowany na jego pękatym brzuchu,
wykrzywiał się kolorowym grymasem i fantastyczniał wzdętymi policzkami. |
– Danas nećeš
ići u školu – rekla je ujutru majka – strašan je vetar napolju. – U sobi je
lebdeo fini veo dima koji je mirisao na smolu. Peć je zavijala i fijukala,
kao da je u njoj bio zatvoren ceo čopor pasa ili demona. Velika nakarada,
naslikana na njenom velikom trbuhu, krivila se obojenom grimasom i pokazivala
svoje fantastično naduvene obraze. |
|
Pobiegłem boso do okna. Niebo wydmuchane było wzdłuż i
wszerz wiatrami. Srebrzystobiałe i przestronne, porysowane było w linie sił, natężone
do pęknięcia, w srogie bruzdy, jakby zastygłe żyły cyny i ołowiu. Podzielone
na pola energetyczne i drżące od napięć, pełne było utajonej dynamiki.
Rysowały się w nim diagramy wichury, która sama niewidoczna i nieuchwytna,
ładowała krajobraz potęgą. |
Potrčao sam bos prema prozoru. Nebo je uzduž i popreko
bilo izduvano vetrovima. Srebnasto belo
i široko, bilo je iscrtano linijama sila, zategnutim toliko da je izgledalo
da će pući, strašnim brazdama, kao ohlađene žile cinka i olova. Podeljeno na energetična polja i dršćući
od napona, bilo je puno prikrivene dinamike. U njemu su se ocrtavali
dijagrami bure, koja je, sama nevidljiva i neuhvatljiva, punila pejzaž
snagom. |
|
Nie widziało się jej. Poznawało się ją po domach, po
dachach, w które wjeżdżała jej furia. Jeden po drugim strychy zdawały się
rosnąć i wybuchać szaleństwem, gdy wstępowała w nie jej siła. |
Nije se videla. Poznavali su je po
kućama, po krovovima, na koje je naletala kao furija. Jedan za drugim tavani
su izgledali kao da rastu i eksplodiraju ludilom, kad bi u njih ulazila ta
snaga. |
|
Ogołacała place, zostawiała za sobą na ulicach białą
pustkę, zamiatała całe połacie rynku do czysta. Ledwie tu i ówdzie giął się
pod nią i trzepotał, uczepiony węgła domu, samotny człowiek. Cały plac
rynkowy zdawał się wybrzuszać i lśnić pustą łysiną pod jej potężnymi
przelotami. |
Ogoljavala je trgove, ostavljala iza sebe na ulicama
belu pustoš, čitave delove trga čistila do trunčice. Tek ovde-onde savijao se
pod njom i lepršao, držeći se ugla neke kuće, usamljeni čovek. Izgledalo je
kao da se ceo prostor trga ispupčava i sjaji praznom
ćelom pod njenim moćnim preletima. |
|
Na niebie wydmuchał wiatr zimne i martwe kolory,
grynszpanowe, żółte i liliowe smugi, dalekie sklepienia i arkady swego
labiryntu. Dachy stały pod tymi niebami czarne i krzywe, pełne
niecierpliwości i oczekiwania. Te, w które wstąpił wicher, wstawały w
natchnieniu, przerastały sąsiednie domy i prorokowały pod rozwichrzonym
niebem. Potem opadały i gasły nie mogąc dłużej zatrzymać potężnego tchu,
który leciał dalej i napełniał cały przestwór zgiełkiem i przerażeniem. I
znów inne domy wstawały z krzykiem, w paroksyzmie jasnowidzenia, i zwiastowały. |
Na nebu je vetar izduvavao hladne i mrtve boje,
bakarne, žute i ljubičaste tragove, daleke svodove i arkade svoga lavirinta. Krovovi
su stajali pod tim nebesima crni i krivi, puni nestrpljivosti i očekivanja. Oni
u koje je bio ušao vetar, dizali su se u nadahnuću, prerastali susedne kuće i
prorokovali pod uskovitlanim nebom. Zatim su padali i gasili se, ne mogavši
duže da zadrže moćni dah, koji je leteo dalje i ispunjavao ceo prostor haosom
i strahom. I ponovo su
se druge kuće dizale sa krikom, u grču vidovitosti i predskazivale. |
|
Ogromne buki koło kościoła stały z wzniesionymi rękami,
jak świadkowie wstrząsających objawień, i krzyczały, krzyczały. |
Ogromne bukve oko crkve stajale su podignutih ruku, kao
svedoci potresnih proročanstava, i vikale, vikale. |
|
Dalej, za dachami rynku, widziałem dalekie mury
ogniowe, nagie ściany szczytowe przedmieścia. Wspinały się jeden nad drugi i
rosły, zesztywniałe z przerażenia i osłupiałe. Daleki, zimny, czerwony
odblask zabarwiał je późnymi kolorami. |
Dalje, nad krovovima trga, video sam daleke vatrene
zidove, nage najviše zidove predgrađa. Penjali su se jedan na drugi i rasli,
ukočeni od straha i zaprepašćeni. Daleki, hladni, crveni odsjaj bojio ih je
kasnim bojama. |
|
Nie jedliśmy tego dnia obiadu, bo ogień w kuchni wracał
kłębami dymu do izby. W pokojach było zimno i pachniało wiatrem. Około
drugiej po południu wybuchł na przedmieściu pożar i rozszerzał się
gwałtownie. Matka z Adelą zaczęły pakować pościel, futra i kosztowności. |
Toga dana nismo ručali, jer se vatra u kuhinji vraćala
u klubetima dima u odaju. U sobama je bilo hladno i mirisalo je na vetar. Oko
dva sata po podne u predgrađu je izbio požar i naglo se počeo širiti. Majka i
Adela su počele da pakuju posteljinu, krzna i dragocenosti. |
|
Nadeszła noc. Wicher wzmógł się na sile i gwałtowności,
rozrósł się niepomiernie i objął cały przestwór. Już teraz nie nawiedzał
domów i dachów, ale wybudował nad miastem wielopiętrowy, wielokrotny
przestwór, czarny labirynt, rosnący w nieskończonych kondygnacjach. Z tego
labiryntu wystrzelał całymi galeriami pokojów, wyprowadzał piorunem skrzydła
i trakty, toczył z hukiem długie amfilady, a potem dawał się zapadać tym
wyimaginowanym piętrom, sklepieniom i kazamatom i wzbijał się jeszcze wyżej,
kształtując sam bezforemny bezmiar swym natchnieniem. |
Naišla je noć. Vetar je dobio u snazi
i žestini, beskrajno je narastao i obuhvatao celo prostranstvo. Sada već više
nije posećivao kuće i krovove, ali je iznad zgrada podigao višespratni,
mnogokratni prostor, crni lavirint, koji je rastao u bezbrojnim spratovima. Iz
tog lavirinta je pucao čitavim galerijama soba, gromom podizao krila i
drumove, s hukom valjao duge anfilade, a zatim puštao da se sruše ti
imaginarni spratovi, svodovi i kazamati i dizao se još više, uobličavajući
sam bezoblični kraj svojim nadahnućem. |
|
Pokój drżał z lekka, obrazy na ścianach brzęczały.
Szyby lśniły się tłustym odblaskiem lampy. Firanki na oknie wisiały wzdęte i
pełne tchnienia tej burzliwej nocy. Przypomnieliśmy sobie, że ojca od rana
nie widziano. Wczesnym rankiem, domyślaliśmy się, musiał udać się do sklepu,
gdzie go zaskoczyła wichura, odcinając mu powrót. |
Soba je lako podrhtavala, slike na zidovima su zvečale.
Okna su se sjajila debelim odbleskom lampe. Zavese na prozoru su visile
naduvane i pune daha te burne noći. Setili smo se da oca nismo videli od
jutra. Rano ujutro smo pretpostavljali da mora da je otišao u radnju, gde ga
je iznenadila nepogoda, presecajući mu povratak. |
|
– Cały dzień nic nie jadł – biadała matka. Starszy
subiekt Teodor podjął się wyprawić w noc i wichurę, żeby zanieść mu posiłek.
Brat mój przyłączył się do wyprawy. |
– Ceo dan ništa nije jeo – jadikovala je majka. Stariji
pomoćnik Teodor primio se da krene u noć i buru, da bi mu odneo hranu. Moj
brat se pridružio toj ekspediciji. |
|
Okutani w wielkie niedźwiedzie futra, obciążyli
kieszenie żelazkami i moździerzami, balastem, który miał zapobiec porwaniu
ich przez wichurę. |
Uvijeni u velika medveđa krzna, stavili su u džepove
pegle i avane, balast koji je imao da spreči da ih vetar odnese. |
|
Ostrożnie otworzono drzwi prowadzące w noc. Zaledwie
subiekt i brat mój z wzdętymi płaszczami wkroczyli jedną nogą w ciemność, noc
ich połknęła zaraz na progu domu. Wicher zmył momentalnie ślad ich wyjścia.
Nie widać było przez okno nawet latarki, którą ze sobą zabrali. |
Oprezno smo otvorili vrata koja su vodila u noć. Tek
što su pomoćnik i moj brat sa podignutim kaputima zakoračili jednom nogom u
mrak, noć ih je progutala odmah na pragu kuće. Vetar je u tren oka sprao trag
njihovog izlaska. Kroz prozor se čak nije video ni fenjer koji su bili uzeli
sa sobom. |
|
Pochłonąwszy ich, wicher na chwilę przycichł. Adela z
matką próbowały na nowo rozpalić ogień pod kuchnią. Zapałki gasły, przez
drzwiczki dmuchało popiołem i sadzą. Staliśmy pod drzwiami i nasłuchiwali. W
lamentach wichru dawały się słyszeć wszelkie głosy, perswazje, nawoływania i
gawędy. Zdawało się nam, że słyszymy wołanie o pomoc ojca zabłąkanego w
wichurze, to znowu, że brat z Teodorem gwarzą beztrosko pod drzwiami.
Wrażenie było tak łudzące, że Adela otworzyła drzwi i w samej rzeczy ujrzała
Teodora i brata mego, wynurzających się z trudem z wichury , w której tkwili
po pachy. |
Progutavši ih, vetar se na trenutak smirio. Adela i
majka su pokušavale da ponovo raspale vatru u kuhinji. Šibice
su se gasile, kroz vratašca su se vraćali pepeo i čađ. Stajali
smo pod vratima i osluškivali. U jadikovkama vetra su se mogli čuti svi
glasovi, ubeđivanja, dozivi i ćaskanja. Činilo nam se da čujemo dozivanje u
pomoć oca zalutalog u buri, čas opet da brat i Teodor bezbrižno ćaskaju pred
vratima. Utisak je bio toliko varljiv da je Adela otvorila vrata i zaista
ugledala Teodora i mog brata, koji su s mukom izranjali iz vihora, u koji su
bili utonuli do pazuha. |
|
Weszli zdyszani do sieni, zaciskając z wysiłkiem drzwi
za sobą. Przez chwilę musieli wesprzeć się o odrzwia, tak silnie szturmował
wicher do bramy. Wreszcie zasunęli rygiel i wiatr pognał dalej. |
Ušli su zadihani u trem zatvarajući s naporom vrata za
sobom. Za trenutak su morali da se oslone o ragastov, tako da je vetar snažno
jurišao od kapije. Najzad su spustili zasun i vetar je pojurio dalje. |
|
Opowiadali bezładnie o nocy, o wichurze. Ich futra,
nasiąkł wiatrem, pachniały teraz powietrzem. Trzepotali powiekami w świetle; ich
oczy, pełne jeszcze nocy, broczyły ciemnością za każdym uderzeniem powiek.
Nie mogli dojść do sklepu, zgubili drogę i ledwo trafili z powrotem. Nie
poznawali miasta, wszystkie ulice były jak przestawione. |
Haotično su pričali o noći, o buri. Njihova krzna,
natopljena vetrom, sada su mirisala na vazduh. Žmirkali su očima na svetlu;
njihove oči još pune noći cedile su tamu posle svakog udara kapaka. Nisu
mogli da dođu do radnje, izgubili su put i jedva su pogodili da se vrate. Nisu
mogli da prepoznaju grad, sve ulice kao da su bile ispremeštane. |
|
Matka podejrzewała, że kłamali. W istocie cała ta scena
sprawiała wrażenie, jakby przez ten kwadrans stali w ciemności pod oknem, nie
oddalając się wcale. A może naprawdę nie było już miasta i rynku, a wicher i
noc otaczały nasz dom tylko ciemnymi kulisami, pełnymi wycia, świstu i jęków.
Może nie było wcale tych ogromnych i żałosnych przestrzeni, które nam wicher
sugerował, może nie było wcale tych opłakanych labiryntów, tych
wielookiennych traktów i korytarzy, na których grał wicher, jak na długich
czarnych fletach. Coraz bardziej umacniało się w nas przekonanie, że cała ta
burza była tylko donkiszoterią nocną, imitującą na wąskiej przestrzeni kulis
tragiczne bezmiary, kosmiczną bezdomność i sieroctwo wichury. |
Majka je sumnjala da lažu. U stvari, cela ta scena je
odavala utisak kao da su tih četvrt sata stajali u mraku pod prozorom, uopšte
se ne udaljavajući. A možda zaista trg i grad nisu postojali, a vetar i noć
okruživali su našu kuću samo tamnim kulisama, punim zavijanja, fijuka i
jauka. Možda uopšte nisu postojala ta ogromna i tužna prostranstva, koja nam
je vetar sugerisao, možda uopšte nije bilo tih žalosnih lavirinata, tih
drumova sa mnoštvom prozora i hodnika, u koje je svirao vetar kao u dugačke
crne flaute. Sve više se u nama učvršćivalo ubeđenje da je cela ta bura bila
noćna donkihoterija, koja je na uskom prostoru kulisa podražavala tragične
beskraje, kosmičko beskućništvo i samoću vetra. |
|
Coraz częściej otwierały się teraz drzwi sieni i
wpuszczały okutanego w opończe i szale gościa. Zziajany sąsiad lub znajomy
wywijał się powoli z chustek, płaszczy i wyrzucał z siebie zdyszanym głosem
opowiadania, urywane bezładne słowa, które fantastycznie powiększały,
kłamliwie przesadzały bezmiar nocy. Siedzieliśmy wszyscy w jasno oświetlonej
kuchni. Za ogniskiem kuchennym i czarnym, szerokim okapem komina prowadziło
parę stopni do drzwi strychu. |
Sada su se sve češće otvarala vrata trema i puštala
gosta uvijenog u kabanicu i šalove. Zasopljeni sused ili poznanik se lagano
ispetljavao iz marama, kaputa i zadihanim glasom izbacivao iz sebe priče,
haotične iskidane reči, koje su fantastično povećavale, lažno preterivale
beskraj noći. Svi smo sedeli u jasno osvetljenoj kuhinji. Iza kuhinjskog
crnog ognjišta, preko široke nadstrešnice dimnjaka nekoliko stepenica je
vodilo do tavanskih vrata. |
|
Na tych schodkach siedział starszy subiekt Teodor i
nasłuchiwał, jak strych grał od wichru. Słyszał, jak w pauzach wichury miechy
żeber strychowych składały się w fałdy i dach wiotczał i zwisał jak ogromne
płuca, z których uciekł oddech, to znowu nabierał tchu, nastawiał się
palisadami krokwi, rósł jak sklepienia gotyckie, rozprzestrzeniał się lasem
belek, pełnym stokrotnego echa, i huczał jak pudło ogromnych basów. Ale potem
zapominaliśmy o wichurze, Adela tłukła cynamon w dźwięcznym moździerzu.
Ciotka Perazja przyszła w odwiedziny. Drobna, ruchliwa i pełna zabiegliwości,
z koronką czarnego szala na głowie, zaczęła krzątać się po kuchni, pomagając
Adeli. Adela oskubała koguta. Ciotka Perazja zapaliła pod okapem komina garść
papierów i szerokie płaty płomienia wzlatywały z nich w czarną czeluść.
Adela, trzymając koguta za szyję, uniosła go nad płomień, ażeby opalić na nim
resztę pierza. Kogut zatrzepotał nagle w ogniu skrzydłami, zapiał i spłonął.
Wtedy ciotka Perazja zaczęła się kłócić, kląć i złorzeczyć. Trzęsąc się ze
złości, wygrażała rękami Adeli i matce. Nie rozumiałem, o co jej chodzi, a
ona zacietrzewiała się coraz bardziej w gniewie i stała się jednym pękiem
gestykulacji i złorzeczeń. Zdawało się, że w paroksyzmie złości
rozgestykuluje się na części, że rozpadnie się, podzieli, rozbiegnie w sto
pająków, rozgałęzi się po podłodze czarnym, migotliwym pękiem oszalałych
karakonich biegów. Zamiast tego zaczęła raptownie maleć, kurczyć się, wciąż
roztrzęsiona i rozsypująca się przekleństwami. Z nagła podreptała, zgarbiona
i mała, w kąt kuchni, gdzie leżały drwa na opał i, klnąc i kaszląc, zaczęła
gorączkowo przebierać wśród dźwięcznych drewien, aż znalazła dwie cienkie,
żółte drzazgi. Pochwyciła je latającymi ze wzburzenia rękami, przymierzyła do
nóg, po czym wspięła się na nie, jak na szczudła, i zaczęła na tych żółtych
kulach chodzić, stukocąc po deskach, biegać tam i z powrotem wzdłuż skośnej
linii podłogi, coraz szybciej i szybciej, potem wbiegła na ławkę jodłową,
kuśtykając na dudniących deskach, a stamtąd na półkę z talerzami, dźwięczną,
drewnianą półkę obiegającą ściany kuchni, i biegła po niej, kolan kując na
szczudłowych kulach, by wreszcie gdzieś w kącie, malejąc coraz bardziej,
sczernieć, zwinąć się jak zwiędły, spalony papier, zetlić się w płatek
popiołu, skruszyć w proch i w nicość. |
Na tim stepenicama je sedeo stariji pomoćnik Teodor i
osluškivao kako tavan svira na vetru. Čuo je kako se u prekidima vetra mehovi
tavanskih rebara nabiru i krov malaksava i opušta se kao ogromna pluća, koje
je napustio dah, onda bi opet udisao vazduh, suprtostavljao se palisadama
slemena, rastao kao gotski svod, širio se šumom greda, punim stostrukog eha i
hučao kao kutija ogromnih basova. Ali posle smo zaboravljali na vetar, Adela
je tucala cimet u zvučnom avanu. Tetka Perazja nam je došla u posetu. Sitna,
živahna i puna preduzimljivosti, s čipkom crnog šala na glavi, počela se
vrteti po kući pomažući Adeli. Adela je očerupala petla. Tetka Perazja je pod
dimovukom potpalila gužvu hartije i široki jezici vatre leteli su od nje u
crnu čeljust. Adela je, držeći ga za šiju, podigla petla iznad vatre da na
njemu opali ostatak perja. Petao iznenada zalupa krilima u vatri, zapeva i
izgore. Tada se tetka Perazja poče svađati, psovati i grditi. Tresući se od
besa, pretila je rukama Adeli i majci. Nisam shvatao šta hoće, a ona je
padala u sve veći gnev i pretvorila se u buket gestikulacija i psovki. Izgledalo
je da će se u paroksizmu gneva razgestikulisati na delove, da će se raspasti,
podeliti, razbeći na sto paukova, razgranati na podu, u crni, treperav buket poludele
bubašvapske jurnjave. Mesto toga počela je naglo da se smanjuje, grči, i
dalje razbarušena i raspadajući se u psovkama. Iznenada se uputila,
pogrbljena i mala, u ugao kuhinje, gde su ležala drva za ogrev i, psujući i
kašljući, počela je grozničavo da prebire zvučne cepanice dok nije našla dve
tanke, žute cepke. Zgrabila ih je rukama nemirnim od uzbuđenja, izmerila
prema nogama, posle čega se popela na njih, kao na štule, i počela da hoda na
tim štakama, lupajući po daskama, da trči tamo
i amo duž kose linije poda, sve brže i brže, zatim je
ustrčala na jelovu klupu, hramljući na daskama koje su glasno odzvanjale, a
odande na policu sa tanjirima, zvučnu, drvenu policu koja je okružavala
zidove kuhinje, istrčala po njoj, balansirajući na štakama, da najzad negde u
uglu, smanjujući se sve više, pocrni, sklupča se kao uvela, spaljena hartija,
sagori u komadić pepela, skruši u prah i ništa. |
|
Staliśmy wszyscy bezradni wobec tej szalejącej furii
złości, która sama siebie trawiła i pożerała. Z ubolewaniem patrzyliśmy na
smutny przebieg tego paroksyzmu i z pewną ulgą wróciliśmy do naszych zajęć,
gdy żałosny ten proces dobiegł swego naturalnego końca. |
Svi smo stajali bespomoćni pred tom ludačkom furijom
besa, koja je sama sebe mučila i žderala. Sa žaljenjem smo posmatrali tužni
tok toga paroksizma i sa izvesnim olakšanjem se vratili našim poslovima kad
je taj žalosni proces dostigao svoj prirodni kraj. |
|
Adela zadzwoniła znowu moździerzem, tłukąc cynamon,
matka ciągnęła dalej przerwaną rozmowę, a subiekt Teodor, nasłuchując
proroctw strychowych, stroił śmieszne grymasy, podnosił wysoko brwi i śmiał
się do siebie. |
Adela je ponovo zazvonila avanom tucajući cimet, majka
je nastavila prekinuti razgovor, a pomoćnik Teodor, osluškujući tavanska
proročanstva, pravio je smešne grimase, visoko podizao obrve i smejao se za sebe. |
|
|
|
|
|
[Bruno
Šulc: Prodavnice cimetove boje, s poljskog preveo dr Stojan Subotin,
Nolit, Beograd, 1961, str. 265] |