E BRUNO SCHULZ:
„Potrzebny mi jest
towarzysz. Potrzebna mi jest bliskość pokrewnego człowieka. Pragnę jakiejś
poręki świata wewnętrznego, którego istnienie postuluję. Wciąż tylko trzymać go
na własnej wierze, dźwigać go wbrew wszystkiemu siłą swej przekory – jest
trudem i udręką Atlasa. Czasem zdaje mi się, że tym wytężonym gestem dźwigania
trzymam nic na swoich barkach. Chciałbym móc na chwilę złożyć ten ciężar na
czyichś ramionach, rozprostować kark i spojrzeć na to, co dźwigałem.
Potrzeba mi
wspólnika do przedsięwzięć odkrywczych. To, co dla jednego człowieka jest
ryzykiem, niemożliwością, na głowie postawionym kaprysem – odbite w czterech
oczach staje się rzeczywistością. Świat jak gdyby czekał na tę spółkę:
zamknięty dotychczas, ciasny, bez dalszych planów – dojrzewać zaczyna kolorami
dali, pękać i otwierać się w głąb. Malowane prospekty pogłębiają się i
rozstępują w rzeczywiste perspektywy, ściana przepuszcza nas w dymensje
przedtem nieosiągalne, freski malowane
nanieboskłonie ożywają jak w pantomimie.” (Do Tadeusza Brezy,
21 VI 1934)